Bardzo lubię wygrywać. Kto zresztą tego nie lubi?


Ale ta sprawa jakoś szczególnie leżała mi na sercu. Zarzut oszustwa postawiony przedsiębiorcy, który ciężko pracuje i stara się swoje usługi wykonywać jak najlepiej, po prostu wzbudził moje emocje.


Zarzut opierał się wyłącznie na przypisaniu cudzego czynu mojemu Klientowi – na zasadzie współsprawstwa.


I oto we czwartek, 27.05.2021 roku zapadł wyrok uniewinniający.


„Postawione zarzuty są kuriozalne i absurdalne. Prokuratura w żaden sposób nie przedstawiła przeciwdowodów do złożonych wyjaśnień oskarżonego” – oto mały urywek z ustnego uzasadnienia Sądu.


Uniewinnienie to zawsze duża rzecz. I zawsze niesamowicie cieszy.
Tym bardziej, gdy wygrywają nasi Klienci:)


Wyrazy uszanowania dla Sądu za słuszny i sprawiedliwy wyrok.

Jednocześnie dziękuję Pani Mecenas Karolinie Pazdan z Kancelaria Adwokacka Adwokat mgr Karolina Pazdan Mielec za profesjonalne zastępstwo substytucyjne w tej sprawie:)

{ 0 komentarze }

Wypadek drogowy

Miałam wypadek drogowy. Auto do kasacji.

Dzień wcześniej auto odebraliśmy od mechanika. Rachunek na 5 000 zł.

Po tej wymianie miało być już wszystko pięknie i spokój na lata. A dziś pijany kierowca na czołowo.. 130 km/h. W środku miasta. Nawet nie było jak zjechać, bo auta z naprzeciwka.

Szczęśliwie, że dzieci wtedy w domu zostały. I Bogu dziękować, że mój mąż tak cudnie opanował sytuację. Wjechał w latarnię, ale na prawdę myślałam, że nie mamy szans. A my żyjemy Jesteśmy cali i zdrowi. Tylko to auto… Do kasacji.

Jeszcze wczoraj auto spokojnie moglibyśmy sprzedać za 20 000 zł, może i drożej. Dziś ubezpieczyciel oferuje jedynie 10 000 zł To już 10 000 zł w plecy. I jeszcze te 5000 zł za wczorajszą wymianę. I trzeba by jakieś auto.. Eh.

Co w takiej sytuacji?

Gdy dochodzi do wypadku drogowego z winy pijanego kierowcy mamy do czynienia z przestępstwem. Na miejsce zdarzenia przyjeżdża policja. Robi zdjęcia, szkice, pomiary Czasem to piękny materiał dowodowy. Nawet jeśli sami o to nie zadbamy (a jednak zachęcam, aby dbać o to) – mamy dowody, pozwalające ocenić skalę zniszczeń. W konsekwencji – mamy materiał dowodowy, stanowiący argument w ewentualnym dochodzeniu odszkodowania.

Naprawienie szkody

Warto pamiętać, że już na etapie postępowania karnego możemy dochodzić naprawienia szkody. Szkody, czyli straty, jaka została poniesiona. Do zapłaty konkretnej, odpowiednio wyliczonej i uargumentowanej kwoty Sąd może zobowiązać skazanego w wydanym wyroku skazującej.

Więcej. Jeżeli uda się doprowadzić do pojednania sprawcy z pokrzywdzonym na etapie postępowania przygotowawczego, czyli zanim akt oskarżenia pójdzie do sądu, to może to być znacząca okoliczność łagodząca. Zatem naprawienie szkody przez sprawcę – wypłacenie pieniędzy pokrzywdzonemu – może być korzystne dla obu stron. Dla sprawcy, bo może wpłynąć na obniżenie wymiaru kary. Dla pokrzywdzonego, bo nie musi czekać na pieniądze i przynajmniej w tym zakresie oszczędza czas i nerwy.

Warto o tym pamiętać.

————————————————————

Wpisy na tej stronie nie są poradami prawnymi. Zawierają ogólne zarysy obowiązujących przepisów i przykłady możliwości regulacji prawnej rożnych życiowych sytuacji. Ich celem jest popularyzacja wiedzy i przybliżenie jej zainteresowanym osobom.

Jeśli potrzebujecie Państwo konsultacji ze mną w zakresie wypadku drogowego i naprawienia szkody – zapraszam do kontaktu. Z przyjemnością Państwu pomogę. Aby przesłać zapytanie i dokumenty z użyciem bezpiecznego szyfrowania proszę użyć tego linku Mój adres e-mail: poczta@orlowskam.com Nr tel.: 0048 530 892 582.

{ 0 komentarze }

Zostałeś wezwany do sądu w charakterze świadka. Sąd, pełnomocnicy, strony pytają Cię o sprawy sprzed kilku lat. Nie pamiętasz, nie jestes pewien, jak to było. Wychodzisz z sądu, ciągle myslisz o sprawie. Przeżywasz. Sąd pouczył cię, że kto, składając zeznanie mające służyć za dowód w postępowaniu sądowym lub w innym postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy, zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Nie pamiętałeś. Czy to może oznaczać, że zataiłeś prawdę? Czy grozi Ci odpowiedzialność karna?

Nie. Nie pamiętanie czegoś nie jest karalne. Podobnie, jak nie jest karalny brak pewności, co do faktycznego przebiegu jakiegoś zdarzenia.

Zatajenie prawdy, to świadome zatajenie, przemilczenie czegoś o czym się wie, co się pamięta.

Jeśli czegoś nie pamiętasz – nie obawiaj się o tym powiedzieć. To jest Sądowi konieczne, aby mógł prawidłowo ustalić stan faktyczny w danej sprawie. Aby coś zawyrokować, najpierw musi ustalić „co i jak”.. Będzie więc Ciebie dopytywał, sprawdzał Twoją wiarygodność, czasem dociskał, próbował precyzować ustalenia, wyjaśniać zauważone sprzeczności i pojawiające się wątpliwości. Może będzie pytał czy pamiętasz, czy jesteś pewien. Jeśli nie jesteś pewien, nie pamiętasz, to po prostu o tym powiedz.

Zeznanie nieprawdy, to świadome zeznanie czegoś co nie jest zgodne z prawdą.

Zatajenie prawdy, to świadome przemilczenie czegoś o czym się wie, o czym się pamięta. Wiesz o czymś, ale nie mówisz o tym Sądowi i – co więcej – nie mówisz o tym, że nie mówisz…

Obrazując to na przykładzie.

Dwa lata temu byłeś świadkiem pobicia lub naruszenia nietykalności jakiegoś człowieka. Widziałeś, jak osoba A przytrzymywała kogoś, powiedzmy – C i nakazywała posłusznej jej osobie B, aby tego przytrzymywanego kogoś uderzyła. Jeśli pamiętasz te okoliczności, a zeznasz, że C został uderzony przez D, to zeznasz nieprawdę. Jeżeli powiesz tylko, że B uderzył C, a nie wspomnisz nic o A, przytrzymującej C i wydającej polecenia B, to zataisz prawdę.

Jeżeli jednak owo zdarzenie już zatarło się w pamięci i wcale nie jesteś pewien, czy i kto kogoś trzymał, czy i kto komu wydawał polecenia, bądź nie jesteś pewien kim były szamoczące się ze sobą osoby. Wydaje Ci się, że było tak i tak, ale potem widziałeś inne szamotaniny i mogło cos się pomylić z innym zdarzeniem, albo słyszałeś, że ktoś o tym zdarzeniu opowiadał i wcale nie masz pewności, czy pamiętasz to, co sam widziałeś, czy też na wspomnienie własne nałożyło się cudze opowiadanie przebiegu zdarzenia – to powiedz Sądowi o tych wątpliwościach. Bo to właśnie będzie prawda: że nie jesteś pewien, masz wątpliwości i nie pamiętasz dokładnie.

A oto pełna treść artykułu 233 kodeksu karnego:

§ 1 Kto, składając zeznanie mające służyć za dowód w postępowaniu sądowym lub w innym postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy, zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

§ 1a. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 zeznaje nieprawdę lub zataja prawdę z obawy przed odpowiedzialnością karną grożącą jemu samemu lub jego najbliższym, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§ 2. Warunkiem odpowiedzialności jest, aby przyjmujący zeznanie, działając w zakresie swoich uprawnień, uprzedził zeznającego o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznanie lub odebrał od niego przyrzeczenie.

§ 3. Nie podlega karze za czyn określony w § 1a, kto składa fałszywe zeznanie, nie wiedząc o prawie odmowy zeznania lub odpowiedzi na pytania.§ 4. Kto, jako biegły, rzeczoznawca lub tłumacz, przedstawia fałszywą opinię, ekspertyzę lub tłumaczenie mające służyć za dowód w postępowaniu określonym w § 1, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

§ 4a. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 4 działa nieumyślnie, narażając na istotną szkodę interes publiczny, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 5. Sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia, jeżeli:1) fałszywe zeznanie, opinia, ekspertyza lub tłumaczenie dotyczy okoliczności niemogących mieć wpływu na rozstrzygnięcie sprawy,2) sprawca dobrowolnie sprostuje fałszywe zeznanie, opinię, ekspertyzę lub tłumaczenie, zanim nastąpi, chociażby nieprawomocne, rozstrzygnięcie sprawy.

§ 6. Przepisy § 1-3 oraz 5 stosuje się odpowiednio do osoby, która składa fałszywe oświadczenie, jeżeli przepis ustawy przewiduje możliwość odebrania oświadczenia pod rygorem odpowiedzialności karnej.

{ 1 komentarz }

Czy osobą nieuprawnioną w rozumieniu art. 429 § 1 kpk w zw. z art. 306 § 1 pkt 1 i 3 kpk jest żalący się na postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa w sprawie o czyn z art. 231 kk, w sytuacji gdy skarżona decyzja „dotyczy” prokuratora, który jako nasty odmówił wszczęcia postępowania co do innego prokuratora, który rozstrzygał o innym zawiadomieniu dotyczącym również prokuratora, gdzie pierwotne rozstrzygnięcie miało faktycznie bezpośredni związek z prawami zawiadamiającego?​

Odpowiedź na takie pytanie rozważał Sąd Najwyższy, w sprawie, wpisanej pod sygnaturą I KZP 2/20.

25 czerwca 2020 roku, występując w składzie 3 sędziów Sąd Najwyższy postanowił odmówić podjęcia uchwały w tej sprawie.

Dosyć klarownie wyjaśnił jednak, jakie są przesłanki, które decydują o uprawnieniu zaskarżenia decyzji o odmowie wszczęcia postępowania i postanowienia o jego umorzeniu.

Dziś podsyłam Państwu tezę postanowienia, a w wolnej chwili postaram się bliżej ją omówić, bo problem jest istotny i wiele osób, czujących się pokrzywdzonymi w danej sprawie, trafia ze strony prowadzących postępowanie na mur, odmawiający prawa do zażalenia.

Naruszenie praw, o którym stanowi art. 306 § 1 pkt 3 k.p.k. nie musi wynikać bezpośrednio z przestępstwa. Skoro za wystarczające uznano naruszenie w sposób pośredni, to naruszenie prawa w rozumieniu art. 306 § 1 pkt 3 k.p.k. będzie miało miejsce także w razie wystąpienia ogniw pośredniczących między tym naruszeniem a przestępstwem. Innymi słowy, zakres podmiotowy art. 306 § 1 pkt 3 k.p.k. (określający krąg osób, którym przysługuje prawo do złożenia zażalenia) obejmuje także osoby, których dotknęły dalsze skutki przestępstwa. Ocena w tym zakresie musi być dokonywana w szczególności w płaszczyźnie bezpośredniego, jak i ubocznego przedmiotu ochrony przestępstwa, o którym zawiadomił skarżący. Testem, który pozwala na ustalenie,  czy prawa zawiadamiającego  zostały naruszone, będzie zbadanie,  czy w razie stwierdzenia zaistnienia czynu zabronionego jego skutkiem  był negatywny wpływ na prawem chronione dobra tej osoby. W razie odpowiedzi twierdzącej zażalenie na postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania należy uznać za dopuszczalne.

 

 

{ 2 komentarze }

Ten przypadek nie wydarzył się w Polsce. Osoba, której dotyczy jest narodowości macedońskiej. W chwili zdarzenia mieszkała w Macedonii i decyzje macedońskich urzędów stały się przedmiotem skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Czego dotyczyła skarga?  Żądania zmiany oznaczenia płci w akcie urodzenia i zmiany numeru identyfikacyjnego (odpowiednika naszego numeru PESEL) tak, aby zamiast płci żeńskiej wskazywał na płeć męską.

Urodzona jako kobieta Macedonka poddała się w 2010 r. terapii hormonalnej, polegającej na przyjmowaniu wysokich dawek testosteronu w celu upodobnienia się do mężczyzny. W 2011 roku wystąpiła do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych o zmianę jej imienia i nazwiska na męskie i wydanie nowego dowodu osobistego.

Kiedy następnie zwróciła się do Urzędu Stanu Cywilnego o dokonanie korekty w jej akcie urodzenia, przez wpisanie w dokumencie płci męskiej – Urząd odmówił, tłumacząc, że nie przedstawiła ona żadnych dowodów na dokonanie zmiany fizycznych cech świadczących o płci. Wnioskująca wykonała zabieg mastektomii (amputacji piersi) i ponowiła wniosek. Decyzja Urzędu nie uległa zmianie.

Macedonka złożyła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który orzekł na jej korzyść. Jako uzasadnienie orzeczenia ETPC wskazał naruszenie prawa do prywatności.

Szczegóły historii można przeczytać tutaj:
Wyrok Trybunału w Strasburgu zgodny z żądaniami ruchu LGBT

Nie jest to sprawa nowa, ale tak się złożyło, że dopiero na kanwie tej sprawy zaczęłam rozważać możliwe skutki dla wykrywalności – m.in. sprawców czynów zabronionych, ale i osób pokrzywdzonych przestępstwem.

Od dawna literatura i film opowiadają o operacjach plastycznych, zmieniających wygląd osoby i posługiwania się fałszywymi dokumentami w celu uniknięcia rozpoznania przez organy ścigania i poniesienia przez nią odpowiedzialności karnej. Oczywiście – nowa tożsamość bywa także tworzona dla dobra państwa i ochrony praworządności. Dotąd były to jednak sprawy – można tak rzec – „nadzwyczajne”.

Promowana od pewnego czasu interpretacja praw człowieka, w tym m..in.prawa do prywatności – dąży jednak do umożliwienia zmian tożsamości „w trybie zwyczajnym”  i „na żądanie” osoby zainteresowanej.

Na ile prawdopodobna może się stać sytuacja, gdy  zabezpieczone na miejscu zdarzenia ślady biologiczne i ustalone kody DNA dosyć konkretnie określą osoby, które mogły brać udział w tym zdarzeniu, a dotarcie do tych osób i ich identyfikacja, zostanie poważnie utrudnione przez szereg wspomnianych wyżej zmian w wyglądzie, dokumentach i oznaczeniach identyfikacyjnych? Nie zapominając o „prawie do bycia zapomnianym” przez World Wide Web?

Zapewne zostaną wypracowane mniej lub bardziej efektywne procedury w tym zakresie. Zapewne już takie są.. Ciekawa to jednak sytuacja, gdy możliwości techniczne i prawne niemal równolegle umożliwiają i – coraz większą inwigilację i – ukrywanie się…

 



Wpisy na tej stronie nie są poradami prawnymi. Zawierają ogólne zarysy obowiązujących przepisów i przykłady możliwości regulacji prawnej rożnych życiowych sytuacji. Ich celem jest popularyzacja wiedzy i przybliżenie jej zainteresowanym osobom.

W każdej sprawie własnej należy się skonsultować bezpośrednio z radcą prawnym lub adwokatem, aby móc uniknąć zagrożeń dla interesu prawnego swojego, rodziny i firmy i poznać szczegółowo korzystne regulacje prawne.

{ 2 komentarze }

Ten wpis jest wyjątkowy. Nie jest mojego autorstwa. Tekst publikuję za zgodą Autora – Mecenasa Przemysława Pluty, historyka adwokatury, doktoranta, wybitnego znawcy biografii polskich adwokatów. Zachęcam do przeczytania opublikowanych przez niego wspomnień po s.p. Mecenasie Janie Olszewskim:

+
„ŚP. MECENAS JAN OLSZEWSKI 1930 -2019

Odszedł Pan Mecenas Jan Olszewski. Trudno pisać. Coś definitywnie się skończyło. Całe życie poświęcił Polsce i Adwokaturze. Przez lata zapomniany w adwokaturze.
Urodzony na warszawskim Bródnie w rodzinie kolejarskiej o tradycjach PPS. Poprzez matkę, był spokrewniony ze Stefanem Okrzeją. Działał w Szarych Szeregach, brał udział w powstaniu warszawskim.

W czasie okupacji uczęszczał do szkoły powszechnej. W 1941 roku wychowawca (oficer rezerwy, ranny przy obronie Helu, cieszący się ogromnym autorytetem u uczniów) wprowadził do klasy wiejskiego chłopaka, informując, że to jest nowy kolega a tam gdzie mieszka nie ma polskich szkół. Następnie w rozmowie w cztery oczy powiedział Olszewskiemu: „Słuchaj, masz dopilnować, żeby on się tu jakoś zaadoptował. Rób co chcesz, tylko, żeby się z niego nie śmieli”. W ten sposób nawiązała się na następne lata przyjaźń Jana Olszewskiego z Ziutkiem Łukasiewiczem, który został stracony kilka lat po wojnie w głośnym procesie organizacji niepodległościowej.

W pamięci piętnastoletniego Jana Olszewskiego szczególnie utkwił powrót premiera Mikołajczyka do Polski. Jako warszawiak, nigdy wcześniej ani później nie widział już tak ogromnego napięcia i wybuchu entuzjazmu, jak właśnie powrót premiera rządu emigracyjnego. Mogliśmy się wówczas sprawdzić, policzyć, jakie jest powszechne nastawienie Polaków do tej nowej władzy, która jest narzucana – mówił. Jan Olszewski zdecydował się wejść do Koła Młodzieżowego PSL Warszawa Praga Północ, które rekrutowało się z dawnych Zawiślaków, z Szarych Szeregów. W ostatniej rozmowie z wspomnianym Ziutkiem Łukasiewiczem, kiedy obaj rozmawiali co robić po likwidacji PSL-u, przyjaciel odpowiedział: „No przecież, ty mi mówiłeś, że nie można się na to godzić. Że jak nas biją, to musimy odpowiadać oporem”.

Od 1949 r. maturzystom opinię wystawiała szkolna ZMP. Maturzysta Olszewski doskonale zdawał sobie sprawę, że opinia ZMP będzie dla Niego mordercza, że względu na Jego zaangażowanie w PSL Mikołajczyka – co nie było tajemnicą. Jakimś cudem mógł tylko dostać się na studia. I tak się stało, ponieważ dzięki wejściu do innej komisji egzaminacyjnej ( prof. Stanisław Ehrlich przewodniczący) i dostarczeniu komisji akt osobowych dopiero po egzaminie został studentem prawa uniwersytetu warszawskiego.

W czasie studiów związał się z seminarium prowadzonym przez wybitnego prawnika a zarazem lekarza Profesora Stanisława Batwię współpracownika Profesora Wacława Makowskiego. Jan Olszewski wówczas interesował się kryminologią.

Po studiach w 1953 pewien czas pracował w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie de facto Minister przedwojenny adwokat) był figurantem a rządził wszechwładny kadrowiec – przedwojenny krawiec z partyjnym dyplomem. Miejsce i otoczenie było szokiem dla młodego Jana Olszewskiego, w którym większość zwracała się do siebie per towarzyszu. O pracy w Ministerstwie mówił: „Już drugiego dnia pracy przypadkowo poznałem starszego pana ( w miejscu dość krępującym – w toalecie), który okazał się przedwojennym sędzią ( jednym z dwóch przedwojennych sędziów wówczas zatrudnionych, bo ktoś musiał pisać rewizje, całą prawniczą robotę), który przedstawił się i powiedział: ” Przyglądam się koledze i widzę, że kolega nie może się tutaj pozbierać w tej dziwnej sytuacji. Kolego, ja dam panu dobrą radę:” my tu jesteśmy w niewoli u małp. Niech kolega pamięta, małpa może pana pobić, zabić, naubliżać. Małpa nie może pana obrazić”. Jak pan będzie to pamiętał, to jakoś pan to przetrzyma. Rada sędziego Łukaszkiewcza kontynuował Mecenas Olszewski, przydała mi się jeszcze na wiele, wiele lat później. I prawdę powiedziawszy mogłem bez specjalnego zagrożenia jakąś aberracją psychiczną i występować przez 30 parę lat mogłem przed sądami PRL, pamiętając cały czas tej złotej zasadzie sędziego Łukaszkiewicza”.

Kolejny etap zawodowy Pana Mecenasa, po zakończeniu pracy w Ministerstwie to praca w Polskiej Akademii Nauk.
Osobny etap życia Pana Premiera Olszewskiego stanowi działalność dziennikarska – Po Prostu, Klub Krzywego Koła. Już na łamach Po Prostu postulował reformę adwokatury i aplikacji.

Jan Olszewski rozpoczął aplikację adwokacką mając 29 lat, co też nie było łatwe, a dużą pomoc wykazał w tym przypadku nieodżałowany adwokat Zdzisław Krzemiński. Aplikację adwokacką odbył pod kierunkiem Pani Mecenas Antoniny Grabowskiej ” Pani Tosi” ( tak ówcześnie nazywaną przez aplikantów) i wicedziekana Zygmunta Kropiwnickiego. Przez pewien terminował również u mecenasów: Mieczysława Maślanki i Jerzego Nowakowskiego.

O początkach aplikacji adwokackiej Mecenas Olszewski wspominał: ”W pierwszym dniu aplikacji stawiłem się u Mecenasa Kropiwnickiego( ówczesny wicedziekan z nadania PZPR- ale był nieszkodliwy), który od raz zakomunikował: „Świetnie, że kolega jest, wskazał miejsca na którym znajdują się akta poszczególnych rodzajów spraw. Ja mam już od wczoraj załatwiony urlop i życzę koledze dobrej pracy. Za miesiąc się zobaczymy”. Muszę powiedzieć mówił Pan Mecenas, że to nie był łatwy miesiąc w moim życiu, ale wtedy nauczyłem się jak naprawdę wygląda praca adwokata. Jako aplikant zastępowałem Dziekana Kropiwnickiego. Prowadziłem sprawy cywilne, karne. 3 terminy jednocześnie. Wówczas nauczyłem się jak należy wykonywać zawód adwokata w najtrudniejszych warunkach. Nauczyłem się tej złotej zasady, że zwłaszcza w sprawach karnych do wyroku – nie należy się nigdy śpieszyć. A po drugie nauczyłem się skutecznych i najbardziej konwencjonalnych sposobów jak sprawy odraczać…”

„…Po 1956 mówił Jan Olszewski wróciła pewna grupa sędziów, która została usunięta z sadownictwa w okresie stalinowskim. Ale to były sądy wciąż wywodzące się z tej samej formuły poststalinowskiej i tej samej kadry i dlatego nie mogłem ich traktować z takim szacunkiem jakim prawdziwy sąd powinien się cieszyć u adwokata. Ogromną pomoc służyła Mu mecenasa Antonia Grabowska, która broniła pod koniec lat 40 -tych i na początku 50 -tych wielu Jan Olszewskiego kolegów z konspiracji i była jedną z nielicznych adwokatów bezpartyjnych i nie będącą osobą zaufania bezpieczeństwa. Mecenas Grabowska, była znana z tego, że broniła z ogromnym zaangażowaniem i oddaniem a wielu kolegom Jana Olszewskiego pomogła.

…”Powstała w Warszawie cała plejada aplikantów, którzy legitymowali się, że byli aplikantami Antoniny Grabowskiej kontynuował Mecenas Olszewski. Ona dbała o Swoich podopiecznych. Od Antoniny Grabowskiej nauczyłem się paru zasad, które w adwokaturze powinny obowiązywać, jako żelazne i to jej zawdzięczam. Zawsze była wybierana do Rady Adwokackiej w Warszawie. Jako obrońcą w sprawach politycznych już jako aplikant miałem pełną hipotekę, co później nie było proste przy wpisie na listę adwokatów. Procesy polityczne praktycznie sam prowadziłem a osłony od strony „firmy” udzielała mi Mecenas Antonina Grabowska, Władysław Siła -Nowicki, Witold Lis – Olszewski. Nawiązałem również kontakty z adwokatami młodszego pokolenia, występującymi w procesach politycznych z zespołu adwokackiego nr 25: adwokatem Andrzejem Grabińskim i Adwokatem Stanisławem Szczuką”.

Czas praktyki u Mecenasa Jerzego Nowakowskiego ( min. obrońca Jurgena Stroopa,Kalksteina ( oficer AK agent gestapo, wydał gen. Grota ) tak wspominał:

„Najlepszy mówca, jakiego znałem. Wpoił mi następujące zasady: podstawowa formuła wygrania sprawy opiera się na podziale procentowym: 5% efekt końcowego wystąpienia, 15% umiejętność zadawania pytań świadkom, biegłym, stronom, 80% znajomość akt i aspektów sprawy od pierwszej do ostatniej strony. Nie lekceważył żadnego, nawet najmniej istotnego dokumentu. Ogromna, nieprawdopodobna ilość włożonego czasu do obrony. U Nowakowskiego uderzająca była umiejętności zadawania pytań. Bardzo efektywnie przemawiał. Nikt tak nie przemawiał jak Nowakowski. Nowakowski i Palatyński- to są te nazwiska z tej listy z Sekcji Tajnej. Przyszedł do kancelarii, zresztą to była spółka adwokacka Ramlau: Rettinger, Maślanko, Landau. Rettinger był przedwojennym adwokatem, rzeczywiście znakomitym. Ale Rettinger miał tę kartę bardzo przykrą w tych sądach wojskowych.

Zasady o których powinien pamiętać obrońca

Rzetelne wykonywanie tego zawodu wymaga, żeby z oskarżonym , którego się broni wejść w pewien głębszy kontakt. Nie spoufalania się. Ale, żeby to nie było tylko to, że odbieram od niego relacje w stosunku do zarzutów aktu oskarżenia i na tym poprzestaje. Bo ja muszę wiedzieć więcej, muszę spróbować głębiej wniknąć w jego pobudki w jego sposób myślenia, dlaczego on tak postępował a nie inaczej, dlaczego on tak a nie inaczej to odbiera. Jeżeli ja włożę ten wysiłek a to jest jakby element konieczny w prawidłowym wykonywaniu zawodu adwokata, to zawsze trafi się na taki element, który pozwoli dla samego siebie zbudować pewne moralne alibi dlaczego ja podejmuję tą obronę w dobrej wierze. Że ja to mogę robić bez wstrętu wobec samego siebie i bez poczucia, że mówię do czego sam zupełnie nie jestem przekonany.
…. Ale myślę, że były takie sytuacje, kiedy adwokaci angażowali się jak gdyby emocjonalnie. Nigdy nie jest tak, to już jest doświadczenie z zupełnie innego typu procesu, jako obrońca karny broniłem w różnych sprawach, zwłaszcza w sprawach z urzędu bardzo nieraz drastycznych. Często do czynienia z taką sytuacja , że najpierw pan czyta akta, zapoznaje się ze sprawą gdzie obraz pańskiego klienta tak się kształtuje, ze nie chciałoby się z nim w ogóle rozmawiać. No ale trzeba pójść do tego więzienia, żeby porozmawiać. Jak się już idzie to człowiek musi się fizycznie przezwyciężyć żeby podąć nawet rękę przy witaniu się.

….Jest w każdym nawet największym zbrodniarzu coś takiego, co czasami pozwala znaleźć jakąś przesłankę, jakiś element, do tego żeby podjąć uczciwie i z przekonaniem wobec samego siebie i własnych intencji, że się ma rację żeby podjąć tę obronę.

…..Trzeba nie tylko wyłączyć negatywne emocje, ale że tak powiem zacząć wszystko od początku, jakby bez szczególnego uprzedzenia. Zacząć próbować rozmawiać z tym człowiekiem i popatrzeć jak to wygląda niejako od jego strony. I często jest tak , że przy tym zetknięciu się ten obraz jest jeszcze gorszy niż to co wynika z tych akt. I wtedy człowiek staje wobec problemu jak tą obronę prowadzić, ze właściwie nie ma żadnego punktu zaczepienia takiego który by mnie samemu dał podstawę żeby iść w jakimś kierunku. Doświadczenie jest takie, że często rozmawia pan godzinę, dwie, trzy i nic się znajduje i w jakimś momencie zawsze- prawie zawsze, ja nie miałem przypadku, żeby nie zdarzyło się że trafia się na coś co jest w tym wszystkim bagnie i błocie jest takim błyskiem. Błysk czegoś co jest rzeczywiście ludzkie, co jest rzeczywiście czymś więcej niż tylko ta kryminalna przeszłość i działalność tego człowieka. Jakby taki ślad człowieczeństwo jako coś co jest śladem Stwórcy, że tak patetycznie to powiem. Mnie się zdarzyło, że często broniłem ludzi bardzo zdemoralizowanych i zawsze jest coś takiego co się w tym człowieku znajdzie co jakby pozwala w pewien sposób, może nie zidentyfikować się z nim ,ale przynajmniej mieć to poczucie, że się jednak broni bo jest do tego jakaś racja mimo wszystko.

Spełnienie zawodowe

To żeby pan miał rzeczywiście pełną satysfakcję, spełnienie zawodowe w normalnych warunkach, nie wystarczy, że pan jest taki. To musi mieć pan sąd, który funkcjonuje na zasadzie podobnego oddziaływania a może musi mieć pan przeciwnika- oskarżyciela, który działa na podobnych zasadach. Ale tak samo jest w pewnym sensie z adwokatami. Tu może być różny stopień talentu, różny stopień wiedzy, ale jedno obowiązywało, tzn. trzeba w tej sytuacji prowadzić to rzetelnie, w najlepszej wierze, jaką się posiada i najlepszej wiedzy jaką można w to włożyć. Myślę, że to było podstawową zasadą korporacji, podstawową zasadą wykonywania rzemiosła czy powołania adwokackiego i to jest podstawa tego, nazywamy godnością zawodu.
Trzeba znaleźć formułę uczciwej obrony. To jest istota tego zawodu- musimy bronić ludzi, nawet z obciążonym kontem. To była jednak obowiązująca w przedwojennej adwokaturze, w przedwojennym stylu obrony zasada. Żelazna zasada, która kształtowała i statuowała podstawowe normy środowiskowe. Bez tego nikt, kto tego przynajmniej nie obserwował, nie miał przekonania, że istniało pojęcie reprezentowania pewnego zawodu i pewnej godności. I to było głęboko wpojone tym ludziom.
Ale było coś takiego co obowiązywało, co tworzyło taką zasadę, że adwokat wykonujący swój zawód nie mógł traktować a przynajmniej nie mógł deklarować, że dla niego podstawową przesłanką do wykonywania tego zawodu, jak niektórzy twierdzili tego powołania są pieniądze. Gdzie to jest przede wszystkim sposób wzbogacenia się. Otóż, jeżeli to było przez jakiś ludzi praktykowane to traktowane było jako coś, czym się nikt nie powinien chwalić. Co jest może jego własnością, ale o czym w środowisku nie było to mile widziane. Że jednak, jeżeli adwokat- a ta zasada istniała u adwokatów wykonujących karna praktykę- pewna ilość spraw i obron była z urzędu, za które nie płacono – lub płacono niewiele – to pierwszą podstawową i obowiązującą zasadą, że adwokat nie mógł różnicować swojego wysiłku i swojego zaangażowania w zależności, od tego czy to była sprawa, którą on prowadził jako własną mu powierzoną czy prowadził sprawę jako przydzielona z urzędu. Zasada była taka, że nie różnicuje się. On traktuje sprawę tak, że jedna wymaga większego zaangażowania, w zależności od okoliczności od całego ciężaru sprawy. Natomiast nie może być związana z tym jak jest opłacana. I to była oczywista druga zasada. I trzecia zasada, która była związana z etosem życia publicznego.

Najlepsza obrona w życiu. Idź, bo bez Ciebie sobie nie poradzą

Broniłem przed Sądem Najwyższym mecenasa Władysława Siła-Nowickiego. Skład orzekający był fatalny. Rzadko maiłem okazje tak emanującej nienawiści wobec mnie i mecenasa Siła-Nowickiego. Przewodniczyła pani sędzia Gurowska -morderczyni generała Fieldorfa- Nila.

Przed rozprawą moja mama była już umierająca. Pragnąłem pozostać z mamą, ale powiedziała mi:” Idź, bo bez Ciebie sobie nie poradzą”.. W przerwie rozprawy proszą mnie do telefonu. Słyszę komunikuje mi, że mama nie żyje.
Przy odczytywaniu wyroku zjawiło się wielu starszych, przedwojennych adwokatów warszawskich, w tym min. Mecenas Węgliński.

Po skończonej rozprawie mecenas Węgliński podszedł do mnie i witając się powiedział: ”kolego- kolega wie, że ja nie mam zwyczaju prawienia komplementów. Przed wojną chodziłem jako aplikant na procesy i słuchałem tych najlepszych w najgłośniejszych procesach adwokatów. jak Śmiarowski, Berenson i inni. I dzisiaj pańska obrona nawiązywała do tamtych obron”;. To był największy zaszczyt, jaki mnie spotkał. To była dla mnie największa nagroda. Nic nie pamiętam z tej obrony. Najlepsza obrona którą miałem w życiu.”

+

[']

{ 0 komentarze }

Tyle razy już pisałam o pomocy prawnej tzw nieodpłatnej i trudnościach w dotarciu do punktów, gdzie jest udzielana. Możesz przeczytać o tym tutaj.

Pisałam też o przykładach sytuacji, kiedy pomoc pełnomocnika – radcy prawnego lub adwokata – jest potrzebna i warto się po nią zwracać.

Ostatnio znowu politycy prześcigają się w projektach typu „komu jeszcze przydzielić prawnika za darmo”.

Przypomnę więc kilka prostych faktów.

1. Jeżeli z budżetu Państwa otrzymujemy coś „za darmo”, to nie znaczy, że to „nic nie kosztuje”. Przeciwnie. Często jest to jeszcze droższe, bo dochodzą koszty całej machiny biurokratycznej. Koszty są ukryte, ale dosięgają nas poprzez podatki i inne obciążenia typu fiskalnego.  I koszty tych usług ponoszą zwykle ci „prawdziwi”, a nie biurokratycznie wyliczeni najubożsi… Jest to zwyczajnie niesprawiedliwe (także pod kątem osławionej sprawiedliwości społecznej) i niegospodarne. I wyliczonych kosztach porad w ramach systemu tzw. nieodpłatnego poradnictwa można przeczytać tutaj

2. Jeżeli coś jest „z przydziału”, to jest to o tyle gorsze, że nie jest indywidualnie skierowane do naszej konkretnej sprawy.

3. System udzielania pomocy prawnej współfinansowanej ze Skarbu Państwa istnieje od lat. Przed sądem, instytucjami administracji publicznej i organami ścigania można wnioskować o przydzielenie tzw. pełnomocnika z urzędu, a zgodnie z obowiązującą od wielu lat ustawą o pomocy społecznej w każdym powiecie powinno być zapewnione jego mieszkańcom tzw. specjalistyczne poradnictwo  prawne. Odpowiadają za to m.in. powiatowe centra pomocy rodzinie. Poradnictwo prawne, zgodnie z tą ustawą, jest świadczone osobom i rodzinom, które mają trudności lub wykazują potrzebę wsparcia w rozwiązywaniu swoich problemów życiowych. I to – UWAGA – bez względu na posiadany dochód.

Chyba tylko ze względów politycznych (taka jest moja opinia) uchwalono kolejną ustawę i nazwano ją ustawą o „nieodpłatnej pomocy prawnej oraz edukacji prawnej”.

Na jej temat od paru lat toczy się dyskusja.

Jakiś czas temu w dzienniku Rzeczpospolita podano wyliczenia z powiatu olkuskiego, ze jedna porada prawna, udzielana w ramach tej nowej ustawy o „nieodpłatnej pomocy prawnej oraz edukacji prawnej” kosztuje nas – osoby płacące podatki – 283 zł do 1404 zł. Średni koszt 1 (jednej) porady wyniósł tam 638 zł. Link: http://www.rp.pl/Be…/312139933-Nieodplatna-pomoc-prawna.html

Swoje zdanie na ten temat wypowiedziałam już na blogu, m.in.
tu: http://apelacja-blog.pl/prawo-dla-kazdego-komu-sa-potrzebn…/
i tu: http://apelacja-blog.pl/nieodplatna-pomoc-prawna-czy-ktos-…/.

Uważam że zapewnienie pomocy osobom najuboższym i nieporadnym, nie potrafiącym działać samodzielnie jest bardzo potrzebne.
W latach 2013-2015 udzielałam takich porad w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Sandomierzu. Wiem, ze jest na taką pomoc ogromne zapotrzebowanie.

Sęk w tym, że za ustawą o pomocy społecznej i nałożonymi na samorząd, a dokładnie PCPR -y obowiązkami, nie szły ani procedury egzekwowania realizacji tego obowiązku, ani – to przede wszystkim – pieniądze na jego realizację.

Za ustawą o „nieodpłatnej pomocy prawnej oraz edukacji prawnej” poszły bardzo duże środki.W tym samym czasie na opłacenie pomocy prawnej dla osób ubogich przed sądem, czyli na tzw. pomoc prawną z urzędu – pieniędzy brak. Wnioski o przydzielenie profesjonalnego pełnomocnika (radcy prawnego lub adwokata) z urzędu są oddalane, stawki za pomoc prawną z urzędu utrzymują się bez większych zmian na poziomie sprzed 12 lat.

Wydaje się, że wystarczyło poprawić to, co jest:

ustawa o pomocy społecznej
plus
system pomocy prawnej z urzędu
plus
coroczne konkursy ministerstw na finansowanie nieodpłatnej pomocy prawnej tematycznej, np przeznaczona tylko dla osób pokrzywdzonych przestępstwem, tylko dla ofiar przemocy w rodzinie, tylko dla opuszczających zakłady karne itp..

Niestety chyba takie działanie nie zostało uznane za wystarczająco medialne..

A tu dla zainteresowanych całość ostatniego artykułu z „Rzeczpospolitej”.: http://www.rp.pl/Bezplatna-pomoc-prawna/306069979-PiS-zmienia-ustawe-Dudy-o-bezplatnej-pomocy-prawnej.html

Nieodpłatna pomoc prawna, pomoc prawna z urzędu, pomoc prawna pro bono – wyjaśnienie pojęć

{ 10 komentarze }

Historia pewnego zawiadomienia

Opowiada moja Znajoma: „mieliśmy włamanie, policja nie znalazła sprawców, nie wiem, czy zabezpieczyli jakieś dowody, nie wiem jak wyglądały oględziny na miejscu, nie, ostatecznie nie pisałam zażalenia. A co by to dało..”

Inny głos: złożyłem zawiadomienie o przestępstwie. Sprawa się ciągnęła kilka miesięcy, długo, długo cisza i nagle z pokrzywdzonego zrobili mnie podejrzanym. jak to możliwe?

A tu screen z Twittera:

 

cyt.: „To jescze nic. Znam gościa, który w 2009 złożył zawiadomienie do prokuratury i do dzisiaj nic, zero, nawet odmowy nie przysłali” k.cyt.

 

 

Działanie bez pełnomocnika

W jednym z niedawnych wydań Rzeczpospolitej, w artykule „Pomoc prawna: Polak sam sobie adwokatem” opublikowano wyniki ankiet, że w rożnych sprawach związanych ze stosowaniem przepisów prawa próbujemy sobie radzić sami. Korzystamy z internetu, kogoś się podpytamy, czasem nawet prawnika, ale zwracamy się do niego, by to on działał w naszym imieniu najczęściej w tzw. krańcowej ostateczności.

Czy to coś złego?

To zależy. Mamy prawo działać w sprawie osobiście. Mamy też prawo korzystać z pomocy pełnomocnika, a jak nam przedstawią zarzuty – obrońcy.

Pełnomocnik

Jeżeli ustanowimy taką osobę – pełnomocnika bądź obrońcę, to będzie ona naszym zastępcą, naszym ochroniarzem, naszą przednią strażą i heroldem. Czasem naszym sekretarzem. Jego zasadniczą, istotową rolą będzie pomaganie nam w tej konkretnej sprawie.

Wyznaczenie pełnomocnika czy obrońcy nie ubezwłasnowolni nas, przeciwnie – wzmocni wyrażanie naszej woli.

Kiedy działamy osobiście we własnej sprawie czasem puszczają nam emocje, zapominamy się, lękamy się odebrać pismo, a potem je przeczytać. Gdy chcemy odpowiedzieć  nie wiemy co napisać, a jak napiszemy – nie wiemy czy dobrze.

Piszemy tyle rzeczy, a oni w ogóle nie zwracają na to uwagi, jakby nie zrozumieli tego, co napisaliśmy/powiedzieli, albo wcale nie przeczytali, albo uznali, że to nie ma żadnego znaczenia dla sprawy. Ale wtedy chybaby to napisali? Odpowiedzieliby coś?

Nie zgadzamy się z tym, co tamci mówią, czy piszą, czujemy że to my mamy rację, ale nie wiemy jak do tej racji przekonać, nie wiemy jak wytknąć błędy. Męczymy się, poddajemy.

Potrzebujemy, by ktoś nam pomógł, zastąpił, usiadł obok, napisał i powiedział, zadał właściwe pytanie, zażądał czegoś z tą cudowną pewnością, że to, czego żąda jest konieczne, właściwe i że właśnie tak być powinno i że takie właśnie jest prawo.

Profesjonalny pełnomocnik i obrońca to koszt. Koszt wiedzy, doświadczenia, umiejętności, czasu. Czasem to koszt spokoju.

Jeżeli nie możemy pokryć kosztów profesjonalnego pełnomocnika / obrońcy bez nadmiernego uszczerbku dla utrzymania siebie i rodziny – możemy się zwrócić o ustanowienie go z urzędu. Mamy takie prawo.

I pamiętajmy – już na etapie prowadzenia sprawy przez policję lub prokuraturę możemy, a nawet powinniśmy mieć pełnomocnika/obrońcę. Bo właśnie wtedy rozstrzyga się najważniejsze..

{ 4 komentarze }

Sporo osób poszukuje wzoru na sprzeciw od wyroku nakazowego w postępowaniu karnym. Często też zwracacie się Państwo do mnie prosząc, by napisać im taki sprzeciw.

Zob. też: Wyrok. Nakaz. Co to znaczy

Zdradzę Państwu tajemnicę: nie ma takiego wzoru. A właściwe – jest. Taki wzór minimum na sprzeciw od wyroku nakazowego w postępowaniu karnym zawiera dokładnie 5 zdań: 1. adres i nazwę sądu 2. numer sygnatury sprawy 3. nazwanie siebie imieniem i nazwiskiem i wskazaniem nazwy swojej strony postępowania- np. oskarżony w sprawie; 4. w dowolnych słowach napisać, że „nie zgadzam się z tym wyrokiem nakazowym z dnia.. i chcę jego zmiany” 5. podpisać się.

Właściwie nawet daty napisania i podpisania pisma nie trzeba, bo sąd i tak sprawdzi dwie bezwzględnie istotne daty, które decydują o tym, czy sprzeciw zostanie przyjęty. 1. Datę doręczenia wyroku nakazowego 2. Datę wysłania sprzeciwu – jeśli sprzeciw został wysłany pocztą, bądź datę wpływu na pieczątce z biura podawczego – jeśli sprzeciw zaniesiono do sądu bezpośrednio, bez wysyłania pocztą.

Zatem – do tego, żeby napisać pismo, które zostanie uznane przez sąd karny jako sprzeciw – nie potrzebujecie pomocy mojej, czy innego prawnika.

Natomiast pomoc prawnika bywa bardzo potrzebna, żeby podjąć właściwą decyzję. Żeby zdecydować o tym, czy wysłać sprzeciw, czy zaakceptować wyrok nakazowy. A jeśli sprzeciw wyślecie – żeby pomógł Wam w postępowaniu przed sądem.

Więcej na ten temat pisałam tu: Wyrok nakazowy i co dalej.

{ 3 komentarze }

Taki, który wygra naszą sprawę; rozpozna i ostrzeże przed zagrożeniami, świetny fachowiec, który rozumie co chcielibyśmy powiedzieć, nawet wtedy, gdy nie potrafimy tego ująć w słowa i którego wyjaśnienia sprawy i problematyki są dla nas zrozumiałe; z którym jest kontakt, kiedy potrzeba.. Prawnik idealny?
Rozczaruję, gdy powiem, że ideały nie pracują w kancelariach? Istnieją tylko w sferze wyobrażeń, czegoś, do czego chcemy dążyć, osiągnąć.

Warto jednak pamiętać o zabezpieczeniach, jakie pewne osoby mogą nam zagwarantować, a inne nie..

Wiedza i bezpieczeństwo

Zazwyczaj występuje w połączeniu z odpowiedzialnością. Bo skoro czujemy się odpowiedzialni za treść pisma, które podpisujemy własnym nazwiskiem, jeśli czujemy się odpowiedzialni za skutki decyzji, podjętych na podstawie naszych porad, to będziemy czynić wszystko, aby nasze działania, nasze porady, opierały się na jak najlepszej i aktualnej wiedzy.
Ale jak sprawdzić, czy dany prawnik jest właśnie taki mądry, wyuczony i odpowiedzialny?
Z zasady, takie zapewnienie ma dawać wpis na listę radców prawnych i na listę adwokatów.
System, szkoleń i egzaminów, przez które przechodzi osoba, zanim uzyska zgodę na posługiwanie się tytułem zawodowym radcy prawnego lub adwokata został właśnie po to wymyślony, aby na listę radców prawnych lub adwokatów wpisywane były tylko osoby spełniające ten warunek – wiedzy i odpowiedzialności.
Oczywiście zdarza się, ze system szkoleń i weryfikacji na aplikacji, jak każdy system – szwankuje. Bywa też i tak, ze osoba, która nie wykonuje zawodu radcy prawnego, czy adwokata, jest świetnym fachowcem w danej dziedzinie prawa i może rzeczywiście pomóc. Przekonać się jednak o tym można często dopiero w trakcie lub po fakcie..

I co dalej, jeśli coś źle poszło, a wybrany prawnik to nie był ten idealny? Co ja mówię – ten – dobry.?

Otóż jest różnica w zabezpieczeniu naszego interesu w zależności od tego, czy korzystaliśmy z pomocy adwokata lub radcy prawnego, czy też zapłaciliśmy osobie, która radcą lub adwokatem nie jest.

Po pierwsze – adwokatów i radców prawnych obowiązują nie tylko przepisy ustaw, czy rozporządzeń. Podlegają oni także precyzyjnym kodeksom etycznym i przepisom ustanawianym przez samorząd – odpowiednio – adwokacki lub radcowski. Podlegają także odpowiedzialności dyscyplinarnej i na niewłaściwie postępującego adwokata czy radcę prawnego można złożyć skargę do odpowiedniego samorządu. Zapewniam, że nikt z nas – radców/adwokatów nie spieszy się, by stać się bohaterem postępowania dyscyplinarnego.
Dodatkowo, każdy z wykonujących zawód adwokata/radcy prawnego jest ‘ubezpieczony na wysoką kwotę od odpowiedzialności cywilnej, co – w przypadku nieszczęścia zaistnienia szkody – ułatwia osobie poszkodowanej uzyskania należytego odszkodowania.
Zgłaszając się do osoby nie będącej radcą prawnym lub adwokatem zazwyczaj nie mamy tych dodatkowych zabezpieczeń.

Oczywiście zawsze możemy dochodzić swoich roszczeń przed sądem.

A już w następnym odcinku..
Porozmawiamy o pieniądzach, zachowaniu tajemnicy i poszukiwaniu tego właściwego.. :)

{ 18 komentarze }