Ten przypadek nie wydarzył się w Polsce. Osoba, której dotyczy jest narodowości macedońskiej. W chwili zdarzenia mieszkała w Macedonii i decyzje macedońskich urzędów stały się przedmiotem skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Czego dotyczyła skarga?  Żądania zmiany oznaczenia płci w akcie urodzenia i zmiany numeru identyfikacyjnego (odpowiednika naszego numeru PESEL) tak, aby zamiast płci żeńskiej wskazywał na płeć męską.

Urodzona jako kobieta Macedonka poddała się w 2010 r. terapii hormonalnej, polegającej na przyjmowaniu wysokich dawek testosteronu w celu upodobnienia się do mężczyzny. W 2011 roku wystąpiła do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych o zmianę jej imienia i nazwiska na męskie i wydanie nowego dowodu osobistego.

Kiedy następnie zwróciła się do Urzędu Stanu Cywilnego o dokonanie korekty w jej akcie urodzenia, przez wpisanie w dokumencie płci męskiej – Urząd odmówił, tłumacząc, że nie przedstawiła ona żadnych dowodów na dokonanie zmiany fizycznych cech świadczących o płci. Wnioskująca wykonała zabieg mastektomii (amputacji piersi) i ponowiła wniosek. Decyzja Urzędu nie uległa zmianie.

Macedonka złożyła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który orzekł na jej korzyść. Jako uzasadnienie orzeczenia ETPC wskazał naruszenie prawa do prywatności.

Szczegóły historii można przeczytać tutaj:
Wyrok Trybunału w Strasburgu zgodny z żądaniami ruchu LGBT

Nie jest to sprawa nowa, ale tak się złożyło, że dopiero na kanwie tej sprawy zaczęłam rozważać możliwe skutki dla wykrywalności – m.in. sprawców czynów zabronionych, ale i osób pokrzywdzonych przestępstwem.

Od dawna literatura i film opowiadają o operacjach plastycznych, zmieniających wygląd osoby i posługiwania się fałszywymi dokumentami w celu uniknięcia rozpoznania przez organy ścigania i poniesienia przez nią odpowiedzialności karnej. Oczywiście – nowa tożsamość bywa także tworzona dla dobra państwa i ochrony praworządności. Dotąd były to jednak sprawy – można tak rzec – „nadzwyczajne”.

Promowana od pewnego czasu interpretacja praw człowieka, w tym m..in.prawa do prywatności – dąży jednak do umożliwienia zmian tożsamości „w trybie zwyczajnym”  i „na żądanie” osoby zainteresowanej.

Na ile prawdopodobna może się stać sytuacja, gdy  zabezpieczone na miejscu zdarzenia ślady biologiczne i ustalone kody DNA dosyć konkretnie określą osoby, które mogły brać udział w tym zdarzeniu, a dotarcie do tych osób i ich identyfikacja, zostanie poważnie utrudnione przez szereg wspomnianych wyżej zmian w wyglądzie, dokumentach i oznaczeniach identyfikacyjnych? Nie zapominając o „prawie do bycia zapomnianym” przez World Wide Web?

Zapewne zostaną wypracowane mniej lub bardziej efektywne procedury w tym zakresie. Zapewne już takie są.. Ciekawa to jednak sytuacja, gdy możliwości techniczne i prawne niemal równolegle umożliwiają i – coraz większą inwigilację i – ukrywanie się…

 



Wpisy na tej stronie nie są poradami prawnymi. Zawierają ogólne zarysy obowiązujących przepisów i przykłady możliwości regulacji prawnej rożnych życiowych sytuacji. Ich celem jest popularyzacja wiedzy i przybliżenie jej zainteresowanym osobom.

W każdej sprawie własnej należy się skonsultować bezpośrednio z radcą prawnym lub adwokatem, aby móc uniknąć zagrożeń dla interesu prawnego swojego, rodziny i firmy i poznać szczegółowo korzystne regulacje prawne.

{ 2 komentarze }

Ten wpis jest wyjątkowy. Nie jest mojego autorstwa. Tekst publikuję za zgodą Autora – Mecenasa Przemysława Pluty, historyka adwokatury, doktoranta, wybitnego znawcy biografii polskich adwokatów. Zachęcam do przeczytania opublikowanych przez niego wspomnień po s.p. Mecenasie Janie Olszewskim:

+
„ŚP. MECENAS JAN OLSZEWSKI 1930 -2019

Odszedł Pan Mecenas Jan Olszewski. Trudno pisać. Coś definitywnie się skończyło. Całe życie poświęcił Polsce i Adwokaturze. Przez lata zapomniany w adwokaturze.
Urodzony na warszawskim Bródnie w rodzinie kolejarskiej o tradycjach PPS. Poprzez matkę, był spokrewniony ze Stefanem Okrzeją. Działał w Szarych Szeregach, brał udział w powstaniu warszawskim.

W czasie okupacji uczęszczał do szkoły powszechnej. W 1941 roku wychowawca (oficer rezerwy, ranny przy obronie Helu, cieszący się ogromnym autorytetem u uczniów) wprowadził do klasy wiejskiego chłopaka, informując, że to jest nowy kolega a tam gdzie mieszka nie ma polskich szkół. Następnie w rozmowie w cztery oczy powiedział Olszewskiemu: „Słuchaj, masz dopilnować, żeby on się tu jakoś zaadoptował. Rób co chcesz, tylko, żeby się z niego nie śmieli”. W ten sposób nawiązała się na następne lata przyjaźń Jana Olszewskiego z Ziutkiem Łukasiewiczem, który został stracony kilka lat po wojnie w głośnym procesie organizacji niepodległościowej.

W pamięci piętnastoletniego Jana Olszewskiego szczególnie utkwił powrót premiera Mikołajczyka do Polski. Jako warszawiak, nigdy wcześniej ani później nie widział już tak ogromnego napięcia i wybuchu entuzjazmu, jak właśnie powrót premiera rządu emigracyjnego. Mogliśmy się wówczas sprawdzić, policzyć, jakie jest powszechne nastawienie Polaków do tej nowej władzy, która jest narzucana – mówił. Jan Olszewski zdecydował się wejść do Koła Młodzieżowego PSL Warszawa Praga Północ, które rekrutowało się z dawnych Zawiślaków, z Szarych Szeregów. W ostatniej rozmowie z wspomnianym Ziutkiem Łukasiewiczem, kiedy obaj rozmawiali co robić po likwidacji PSL-u, przyjaciel odpowiedział: „No przecież, ty mi mówiłeś, że nie można się na to godzić. Że jak nas biją, to musimy odpowiadać oporem”.

Od 1949 r. maturzystom opinię wystawiała szkolna ZMP. Maturzysta Olszewski doskonale zdawał sobie sprawę, że opinia ZMP będzie dla Niego mordercza, że względu na Jego zaangażowanie w PSL Mikołajczyka – co nie było tajemnicą. Jakimś cudem mógł tylko dostać się na studia. I tak się stało, ponieważ dzięki wejściu do innej komisji egzaminacyjnej ( prof. Stanisław Ehrlich przewodniczący) i dostarczeniu komisji akt osobowych dopiero po egzaminie został studentem prawa uniwersytetu warszawskiego.

W czasie studiów związał się z seminarium prowadzonym przez wybitnego prawnika a zarazem lekarza Profesora Stanisława Batwię współpracownika Profesora Wacława Makowskiego. Jan Olszewski wówczas interesował się kryminologią.

Po studiach w 1953 pewien czas pracował w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie de facto Minister przedwojenny adwokat) był figurantem a rządził wszechwładny kadrowiec – przedwojenny krawiec z partyjnym dyplomem. Miejsce i otoczenie było szokiem dla młodego Jana Olszewskiego, w którym większość zwracała się do siebie per towarzyszu. O pracy w Ministerstwie mówił: „Już drugiego dnia pracy przypadkowo poznałem starszego pana ( w miejscu dość krępującym – w toalecie), który okazał się przedwojennym sędzią ( jednym z dwóch przedwojennych sędziów wówczas zatrudnionych, bo ktoś musiał pisać rewizje, całą prawniczą robotę), który przedstawił się i powiedział: ” Przyglądam się koledze i widzę, że kolega nie może się tutaj pozbierać w tej dziwnej sytuacji. Kolego, ja dam panu dobrą radę:” my tu jesteśmy w niewoli u małp. Niech kolega pamięta, małpa może pana pobić, zabić, naubliżać. Małpa nie może pana obrazić”. Jak pan będzie to pamiętał, to jakoś pan to przetrzyma. Rada sędziego Łukaszkiewcza kontynuował Mecenas Olszewski, przydała mi się jeszcze na wiele, wiele lat później. I prawdę powiedziawszy mogłem bez specjalnego zagrożenia jakąś aberracją psychiczną i występować przez 30 parę lat mogłem przed sądami PRL, pamiętając cały czas tej złotej zasadzie sędziego Łukaszkiewicza”.

Kolejny etap zawodowy Pana Mecenasa, po zakończeniu pracy w Ministerstwie to praca w Polskiej Akademii Nauk.
Osobny etap życia Pana Premiera Olszewskiego stanowi działalność dziennikarska – Po Prostu, Klub Krzywego Koła. Już na łamach Po Prostu postulował reformę adwokatury i aplikacji.

Jan Olszewski rozpoczął aplikację adwokacką mając 29 lat, co też nie było łatwe, a dużą pomoc wykazał w tym przypadku nieodżałowany adwokat Zdzisław Krzemiński. Aplikację adwokacką odbył pod kierunkiem Pani Mecenas Antoniny Grabowskiej ” Pani Tosi” ( tak ówcześnie nazywaną przez aplikantów) i wicedziekana Zygmunta Kropiwnickiego. Przez pewien terminował również u mecenasów: Mieczysława Maślanki i Jerzego Nowakowskiego.

O początkach aplikacji adwokackiej Mecenas Olszewski wspominał: ”W pierwszym dniu aplikacji stawiłem się u Mecenasa Kropiwnickiego( ówczesny wicedziekan z nadania PZPR- ale był nieszkodliwy), który od raz zakomunikował: „Świetnie, że kolega jest, wskazał miejsca na którym znajdują się akta poszczególnych rodzajów spraw. Ja mam już od wczoraj załatwiony urlop i życzę koledze dobrej pracy. Za miesiąc się zobaczymy”. Muszę powiedzieć mówił Pan Mecenas, że to nie był łatwy miesiąc w moim życiu, ale wtedy nauczyłem się jak naprawdę wygląda praca adwokata. Jako aplikant zastępowałem Dziekana Kropiwnickiego. Prowadziłem sprawy cywilne, karne. 3 terminy jednocześnie. Wówczas nauczyłem się jak należy wykonywać zawód adwokata w najtrudniejszych warunkach. Nauczyłem się tej złotej zasady, że zwłaszcza w sprawach karnych do wyroku – nie należy się nigdy śpieszyć. A po drugie nauczyłem się skutecznych i najbardziej konwencjonalnych sposobów jak sprawy odraczać…”

„…Po 1956 mówił Jan Olszewski wróciła pewna grupa sędziów, która została usunięta z sadownictwa w okresie stalinowskim. Ale to były sądy wciąż wywodzące się z tej samej formuły poststalinowskiej i tej samej kadry i dlatego nie mogłem ich traktować z takim szacunkiem jakim prawdziwy sąd powinien się cieszyć u adwokata. Ogromną pomoc służyła Mu mecenasa Antonia Grabowska, która broniła pod koniec lat 40 -tych i na początku 50 -tych wielu Jan Olszewskiego kolegów z konspiracji i była jedną z nielicznych adwokatów bezpartyjnych i nie będącą osobą zaufania bezpieczeństwa. Mecenas Grabowska, była znana z tego, że broniła z ogromnym zaangażowaniem i oddaniem a wielu kolegom Jana Olszewskiego pomogła.

…”Powstała w Warszawie cała plejada aplikantów, którzy legitymowali się, że byli aplikantami Antoniny Grabowskiej kontynuował Mecenas Olszewski. Ona dbała o Swoich podopiecznych. Od Antoniny Grabowskiej nauczyłem się paru zasad, które w adwokaturze powinny obowiązywać, jako żelazne i to jej zawdzięczam. Zawsze była wybierana do Rady Adwokackiej w Warszawie. Jako obrońcą w sprawach politycznych już jako aplikant miałem pełną hipotekę, co później nie było proste przy wpisie na listę adwokatów. Procesy polityczne praktycznie sam prowadziłem a osłony od strony „firmy” udzielała mi Mecenas Antonina Grabowska, Władysław Siła -Nowicki, Witold Lis – Olszewski. Nawiązałem również kontakty z adwokatami młodszego pokolenia, występującymi w procesach politycznych z zespołu adwokackiego nr 25: adwokatem Andrzejem Grabińskim i Adwokatem Stanisławem Szczuką”.

Czas praktyki u Mecenasa Jerzego Nowakowskiego ( min. obrońca Jurgena Stroopa,Kalksteina ( oficer AK agent gestapo, wydał gen. Grota ) tak wspominał:

„Najlepszy mówca, jakiego znałem. Wpoił mi następujące zasady: podstawowa formuła wygrania sprawy opiera się na podziale procentowym: 5% efekt końcowego wystąpienia, 15% umiejętność zadawania pytań świadkom, biegłym, stronom, 80% znajomość akt i aspektów sprawy od pierwszej do ostatniej strony. Nie lekceważył żadnego, nawet najmniej istotnego dokumentu. Ogromna, nieprawdopodobna ilość włożonego czasu do obrony. U Nowakowskiego uderzająca była umiejętności zadawania pytań. Bardzo efektywnie przemawiał. Nikt tak nie przemawiał jak Nowakowski. Nowakowski i Palatyński- to są te nazwiska z tej listy z Sekcji Tajnej. Przyszedł do kancelarii, zresztą to była spółka adwokacka Ramlau: Rettinger, Maślanko, Landau. Rettinger był przedwojennym adwokatem, rzeczywiście znakomitym. Ale Rettinger miał tę kartę bardzo przykrą w tych sądach wojskowych.

Zasady o których powinien pamiętać obrońca

Rzetelne wykonywanie tego zawodu wymaga, żeby z oskarżonym , którego się broni wejść w pewien głębszy kontakt. Nie spoufalania się. Ale, żeby to nie było tylko to, że odbieram od niego relacje w stosunku do zarzutów aktu oskarżenia i na tym poprzestaje. Bo ja muszę wiedzieć więcej, muszę spróbować głębiej wniknąć w jego pobudki w jego sposób myślenia, dlaczego on tak postępował a nie inaczej, dlaczego on tak a nie inaczej to odbiera. Jeżeli ja włożę ten wysiłek a to jest jakby element konieczny w prawidłowym wykonywaniu zawodu adwokata, to zawsze trafi się na taki element, który pozwoli dla samego siebie zbudować pewne moralne alibi dlaczego ja podejmuję tą obronę w dobrej wierze. Że ja to mogę robić bez wstrętu wobec samego siebie i bez poczucia, że mówię do czego sam zupełnie nie jestem przekonany.
…. Ale myślę, że były takie sytuacje, kiedy adwokaci angażowali się jak gdyby emocjonalnie. Nigdy nie jest tak, to już jest doświadczenie z zupełnie innego typu procesu, jako obrońca karny broniłem w różnych sprawach, zwłaszcza w sprawach z urzędu bardzo nieraz drastycznych. Często do czynienia z taką sytuacja , że najpierw pan czyta akta, zapoznaje się ze sprawą gdzie obraz pańskiego klienta tak się kształtuje, ze nie chciałoby się z nim w ogóle rozmawiać. No ale trzeba pójść do tego więzienia, żeby porozmawiać. Jak się już idzie to człowiek musi się fizycznie przezwyciężyć żeby podąć nawet rękę przy witaniu się.

….Jest w każdym nawet największym zbrodniarzu coś takiego, co czasami pozwala znaleźć jakąś przesłankę, jakiś element, do tego żeby podjąć uczciwie i z przekonaniem wobec samego siebie i własnych intencji, że się ma rację żeby podjąć tę obronę.

…..Trzeba nie tylko wyłączyć negatywne emocje, ale że tak powiem zacząć wszystko od początku, jakby bez szczególnego uprzedzenia. Zacząć próbować rozmawiać z tym człowiekiem i popatrzeć jak to wygląda niejako od jego strony. I często jest tak , że przy tym zetknięciu się ten obraz jest jeszcze gorszy niż to co wynika z tych akt. I wtedy człowiek staje wobec problemu jak tą obronę prowadzić, ze właściwie nie ma żadnego punktu zaczepienia takiego który by mnie samemu dał podstawę żeby iść w jakimś kierunku. Doświadczenie jest takie, że często rozmawia pan godzinę, dwie, trzy i nic się znajduje i w jakimś momencie zawsze- prawie zawsze, ja nie miałem przypadku, żeby nie zdarzyło się że trafia się na coś co jest w tym wszystkim bagnie i błocie jest takim błyskiem. Błysk czegoś co jest rzeczywiście ludzkie, co jest rzeczywiście czymś więcej niż tylko ta kryminalna przeszłość i działalność tego człowieka. Jakby taki ślad człowieczeństwo jako coś co jest śladem Stwórcy, że tak patetycznie to powiem. Mnie się zdarzyło, że często broniłem ludzi bardzo zdemoralizowanych i zawsze jest coś takiego co się w tym człowieku znajdzie co jakby pozwala w pewien sposób, może nie zidentyfikować się z nim ,ale przynajmniej mieć to poczucie, że się jednak broni bo jest do tego jakaś racja mimo wszystko.

Spełnienie zawodowe

To żeby pan miał rzeczywiście pełną satysfakcję, spełnienie zawodowe w normalnych warunkach, nie wystarczy, że pan jest taki. To musi mieć pan sąd, który funkcjonuje na zasadzie podobnego oddziaływania a może musi mieć pan przeciwnika- oskarżyciela, który działa na podobnych zasadach. Ale tak samo jest w pewnym sensie z adwokatami. Tu może być różny stopień talentu, różny stopień wiedzy, ale jedno obowiązywało, tzn. trzeba w tej sytuacji prowadzić to rzetelnie, w najlepszej wierze, jaką się posiada i najlepszej wiedzy jaką można w to włożyć. Myślę, że to było podstawową zasadą korporacji, podstawową zasadą wykonywania rzemiosła czy powołania adwokackiego i to jest podstawa tego, nazywamy godnością zawodu.
Trzeba znaleźć formułę uczciwej obrony. To jest istota tego zawodu- musimy bronić ludzi, nawet z obciążonym kontem. To była jednak obowiązująca w przedwojennej adwokaturze, w przedwojennym stylu obrony zasada. Żelazna zasada, która kształtowała i statuowała podstawowe normy środowiskowe. Bez tego nikt, kto tego przynajmniej nie obserwował, nie miał przekonania, że istniało pojęcie reprezentowania pewnego zawodu i pewnej godności. I to było głęboko wpojone tym ludziom.
Ale było coś takiego co obowiązywało, co tworzyło taką zasadę, że adwokat wykonujący swój zawód nie mógł traktować a przynajmniej nie mógł deklarować, że dla niego podstawową przesłanką do wykonywania tego zawodu, jak niektórzy twierdzili tego powołania są pieniądze. Gdzie to jest przede wszystkim sposób wzbogacenia się. Otóż, jeżeli to było przez jakiś ludzi praktykowane to traktowane było jako coś, czym się nikt nie powinien chwalić. Co jest może jego własnością, ale o czym w środowisku nie było to mile widziane. Że jednak, jeżeli adwokat- a ta zasada istniała u adwokatów wykonujących karna praktykę- pewna ilość spraw i obron była z urzędu, za które nie płacono – lub płacono niewiele – to pierwszą podstawową i obowiązującą zasadą, że adwokat nie mógł różnicować swojego wysiłku i swojego zaangażowania w zależności, od tego czy to była sprawa, którą on prowadził jako własną mu powierzoną czy prowadził sprawę jako przydzielona z urzędu. Zasada była taka, że nie różnicuje się. On traktuje sprawę tak, że jedna wymaga większego zaangażowania, w zależności od okoliczności od całego ciężaru sprawy. Natomiast nie może być związana z tym jak jest opłacana. I to była oczywista druga zasada. I trzecia zasada, która była związana z etosem życia publicznego.

Najlepsza obrona w życiu. Idź, bo bez Ciebie sobie nie poradzą

Broniłem przed Sądem Najwyższym mecenasa Władysława Siła-Nowickiego. Skład orzekający był fatalny. Rzadko maiłem okazje tak emanującej nienawiści wobec mnie i mecenasa Siła-Nowickiego. Przewodniczyła pani sędzia Gurowska -morderczyni generała Fieldorfa- Nila.

Przed rozprawą moja mama była już umierająca. Pragnąłem pozostać z mamą, ale powiedziała mi:” Idź, bo bez Ciebie sobie nie poradzą”.. W przerwie rozprawy proszą mnie do telefonu. Słyszę komunikuje mi, że mama nie żyje.
Przy odczytywaniu wyroku zjawiło się wielu starszych, przedwojennych adwokatów warszawskich, w tym min. Mecenas Węgliński.

Po skończonej rozprawie mecenas Węgliński podszedł do mnie i witając się powiedział: ”kolego- kolega wie, że ja nie mam zwyczaju prawienia komplementów. Przed wojną chodziłem jako aplikant na procesy i słuchałem tych najlepszych w najgłośniejszych procesach adwokatów. jak Śmiarowski, Berenson i inni. I dzisiaj pańska obrona nawiązywała do tamtych obron”;. To był największy zaszczyt, jaki mnie spotkał. To była dla mnie największa nagroda. Nic nie pamiętam z tej obrony. Najlepsza obrona którą miałem w życiu.”

+

[‚]

{ 0 komentarze }

Tyle razy już pisałam o pomocy prawnej tzw nieodpłatnej i trudnościach w dotarciu do punktów, gdzie jest udzielana. Możesz przeczytać o tym tutaj.

Pisałam też o przykładach sytuacji, kiedy pomoc pełnomocnika – radcy prawnego lub adwokata – jest potrzebna i warto się po nią zwracać.

Ostatnio znowu politycy prześcigają się w projektach typu „komu jeszcze przydzielić prawnika za darmo”.

Przypomnę więc kilka prostych faktów.

1. Jeżeli z budżetu Państwa otrzymujemy coś „za darmo”, to nie znaczy, że to „nic nie kosztuje”. Przeciwnie. Często jest to jeszcze droższe, bo dochodzą koszty całej machiny biurokratycznej. Koszty są ukryte, ale dosięgają nas poprzez podatki i inne obciążenia typu fiskalnego.  I koszty tych usług ponoszą zwykle ci „prawdziwi”, a nie biurokratycznie wyliczeni najubożsi… Jest to zwyczajnie niesprawiedliwe (także pod kątem osławionej sprawiedliwości społecznej) i niegospodarne. I wyliczonych kosztach porad w ramach systemu tzw. nieodpłatnego poradnictwa można przeczytać tutaj

2. Jeżeli coś jest „z przydziału”, to jest to o tyle gorsze, że nie jest indywidualnie skierowane do naszej konkretnej sprawy.

3. System udzielania pomocy prawnej współfinansowanej ze Skarbu Państwa istnieje od lat. Przed sądem, instytucjami administracji publicznej i organami ścigania można wnioskować o przydzielenie tzw. pełnomocnika z urzędu, a zgodnie z obowiązującą od wielu lat ustawą o pomocy społecznej w każdym powiecie powinno być zapewnione jego mieszkańcom tzw. specjalistyczne poradnictwo  prawne. Odpowiadają za to m.in. powiatowe centra pomocy rodzinie. Poradnictwo prawne, zgodnie z tą ustawą, jest świadczone osobom i rodzinom, które mają trudności lub wykazują potrzebę wsparcia w rozwiązywaniu swoich problemów życiowych. I to – UWAGA – bez względu na posiadany dochód.

Chyba tylko ze względów politycznych (taka jest moja opinia) uchwalono kolejną ustawę i nazwano ją ustawą o „nieodpłatnej pomocy prawnej oraz edukacji prawnej”.

Na jej temat od paru lat toczy się dyskusja.

Jakiś czas temu w dzienniku Rzeczpospolita podano wyliczenia z powiatu olkuskiego, ze jedna porada prawna, udzielana w ramach tej nowej ustawy o „nieodpłatnej pomocy prawnej oraz edukacji prawnej” kosztuje nas – osoby płacące podatki – 283 zł do 1404 zł. Średni koszt 1 (jednej) porady wyniósł tam 638 zł. Link: http://www.rp.pl/Be…/312139933-Nieodplatna-pomoc-prawna.html

Swoje zdanie na ten temat wypowiedziałam już na blogu, m.in.
tu: http://apelacja-blog.pl/prawo-dla-kazdego-komu-sa-potrzebn…/
i tu: http://apelacja-blog.pl/nieodplatna-pomoc-prawna-czy-ktos-…/.

Uważam że zapewnienie pomocy osobom najuboższym i nieporadnym, nie potrafiącym działać samodzielnie jest bardzo potrzebne.
W latach 2013-2015 udzielałam takich porad w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Sandomierzu. Wiem, ze jest na taką pomoc ogromne zapotrzebowanie.

Sęk w tym, że za ustawą o pomocy społecznej i nałożonymi na samorząd, a dokładnie PCPR -y obowiązkami, nie szły ani procedury egzekwowania realizacji tego obowiązku, ani – to przede wszystkim – pieniądze na jego realizację.

Za ustawą o „nieodpłatnej pomocy prawnej oraz edukacji prawnej” poszły bardzo duże środki.W tym samym czasie na opłacenie pomocy prawnej dla osób ubogich przed sądem, czyli na tzw. pomoc prawną z urzędu – pieniędzy brak. Wnioski o przydzielenie profesjonalnego pełnomocnika (radcy prawnego lub adwokata) z urzędu są oddalane, stawki za pomoc prawną z urzędu utrzymują się bez większych zmian na poziomie sprzed 12 lat.

Wydaje się, że wystarczyło poprawić to, co jest:

ustawa o pomocy społecznej
plus
system pomocy prawnej z urzędu
plus
coroczne konkursy ministerstw na finansowanie nieodpłatnej pomocy prawnej tematycznej, np przeznaczona tylko dla osób pokrzywdzonych przestępstwem, tylko dla ofiar przemocy w rodzinie, tylko dla opuszczających zakłady karne itp..

Niestety chyba takie działanie nie zostało uznane za wystarczająco medialne..

A tu dla zainteresowanych całość ostatniego artykułu z „Rzeczpospolitej”.: http://www.rp.pl/Bezplatna-pomoc-prawna/306069979-PiS-zmienia-ustawe-Dudy-o-bezplatnej-pomocy-prawnej.html

Nieodpłatna pomoc prawna, pomoc prawna z urzędu, pomoc prawna pro bono – wyjaśnienie pojęć

{ 5 komentarze }

Historia pewnego zawiadomienia

Opowiada moja Znajoma: „mieliśmy włamanie, policja nie znalazła sprawców, nie wiem, czy zabezpieczyli jakieś dowody, nie wiem jak wyglądały oględziny na miejscu, nie, ostatecznie nie pisałam zażalenia. A co by to dało..”

Inny głos: złożyłem zawiadomienie o przestępstwie. Sprawa się ciągnęła kilka miesięcy, długo, długo cisza i nagle z pokrzywdzonego zrobili mnie podejrzanym. jak to możliwe?

A tu screen z Twittera:

 

cyt.: „To jescze nic. Znam gościa, który w 2009 złożył zawiadomienie do prokuratury i do dzisiaj nic, zero, nawet odmowy nie przysłali” k.cyt.

 

 

Działanie bez pełnomocnika

W jednym z niedawnych wydań Rzeczpospolitej, w artykule „Pomoc prawna: Polak sam sobie adwokatem” opublikowano wyniki ankiet, że w rożnych sprawach związanych ze stosowaniem przepisów prawa próbujemy sobie radzić sami. Korzystamy z internetu, kogoś się podpytamy, czasem nawet prawnika, ale zwracamy się do niego, by to on działał w naszym imieniu najczęściej w tzw. krańcowej ostateczności.

Czy to coś złego?

To zależy. Mamy prawo działać w sprawie osobiście. Mamy też prawo korzystać z pomocy pełnomocnika, a jak nam przedstawią zarzuty – obrońcy.

Pełnomocnik

Jeżeli ustanowimy taką osobę – pełnomocnika bądź obrońcę, to będzie ona naszym zastępcą, naszym ochroniarzem, naszą przednią strażą i heroldem. Czasem naszym sekretarzem. Jego zasadniczą, istotową rolą będzie pomaganie nam w tej konkretnej sprawie.

Wyznaczenie pełnomocnika czy obrońcy nie ubezwłasnowolni nas, przeciwnie – wzmocni wyrażanie naszej woli.

Kiedy działamy osobiście we własnej sprawie czasem puszczają nam emocje, zapominamy się, lękamy się odebrać pismo, a potem je przeczytać. Gdy chcemy odpowiedzieć  nie wiemy co napisać, a jak napiszemy – nie wiemy czy dobrze.

Piszemy tyle rzeczy, a oni w ogóle nie zwracają na to uwagi, jakby nie zrozumieli tego, co napisaliśmy/powiedzieli, albo wcale nie przeczytali, albo uznali, że to nie ma żadnego znaczenia dla sprawy. Ale wtedy chybaby to napisali? Odpowiedzieliby coś?

Nie zgadzamy się z tym, co tamci mówią, czy piszą, czujemy że to my mamy rację, ale nie wiemy jak do tej racji przekonać, nie wiemy jak wytknąć błędy. Męczymy się, poddajemy.

Potrzebujemy, by ktoś nam pomógł, zastąpił, usiadł obok, napisał i powiedział, zadał właściwe pytanie, zażądał czegoś z tą cudowną pewnością, że to, czego żąda jest konieczne, właściwe i że właśnie tak być powinno i że takie właśnie jest prawo.

Profesjonalny pełnomocnik i obrońca to koszt. Koszt wiedzy, doświadczenia, umiejętności, czasu. Czasem to koszt spokoju.

Jeżeli nie możemy pokryć kosztów profesjonalnego pełnomocnika / obrońcy bez nadmiernego uszczerbku dla utrzymania siebie i rodziny – możemy się zwrócić o ustanowienie go z urzędu. Mamy takie prawo.

I pamiętajmy – już na etapie prowadzenia sprawy przez policję lub prokuraturę możemy, a nawet powinniśmy mieć pełnomocnika/obrońcę. Bo właśnie wtedy rozstrzyga się najważniejsze..

{ 2 komentarze }

Sporo osób poszukuje wzoru na sprzeciw od wyroku nakazowego w postępowaniu karnym. Często też zwracacie się Państwo do mnie prosząc, by napisać im taki sprzeciw.

Zob. też: Wyrok. Nakaz. Co to znaczy

Zdradzę Państwu tajemnicę: nie ma takiego wzoru. A właściwe – jest. Taki wzór minimum na sprzeciw od wyroku nakazowego w postępowaniu karnym zawiera dokładnie 5 zdań: 1. adres i nazwę sądu 2. numer sygnatury sprawy 3. nazwanie siebie imieniem i nazwiskiem i wskazaniem nazwy swojej strony postępowania- np. oskarżony w sprawie; 4. w dowolnych słowach napisać, że „nie zgadzam się z tym wyrokiem nakazowym z dnia.. i chcę jego zmiany” 5. podpisać się.

Właściwie nawet daty napisania i podpisania pisma nie trzeba, bo sąd i tak sprawdzi dwie bezwzględnie istotne daty, które decydują o tym, czy sprzeciw zostanie przyjęty. 1. Datę doręczenia wyroku nakazowego 2. Datę wysłania sprzeciwu – jeśli sprzeciw został wysłany pocztą, bądź datę wpływu na pieczątce z biura podawczego – jeśli sprzeciw zaniesiono do sądu bezpośrednio, bez wysyłania pocztą.

Zatem – do tego, żeby napisać pismo, które zostanie uznane przez sąd karny jako sprzeciw – nie potrzebujecie pomocy mojej, czy innego prawnika.

Natomiast pomoc prawnika bywa bardzo potrzebna, żeby podjąć właściwą decyzję. Żeby zdecydować o tym, czy wysłać sprzeciw, czy zaakceptować wyrok nakazowy. A jeśli sprzeciw wyślecie – żeby pomógł Wam w postępowaniu przed sądem.

Więcej na ten temat pisałam tu: Wyrok nakazowy i co dalej.

{ 3 komentarze }

Taki, który wygra naszą sprawę; rozpozna i ostrzeże przed zagrożeniami, świetny fachowiec, który rozumie co chcielibyśmy powiedzieć, nawet wtedy, gdy nie potrafimy tego ująć w słowa i którego wyjaśnienia sprawy i problematyki są dla nas zrozumiałe; z którym jest kontakt, kiedy potrzeba.. Prawnik idealny?
Rozczaruję, gdy powiem, że ideały nie pracują w kancelariach? Istnieją tylko w sferze wyobrażeń, czegoś, do czego chcemy dążyć, osiągnąć.

Warto jednak pamiętać o zabezpieczeniach, jakie pewne osoby mogą nam zagwarantować, a inne nie..

Wiedza i bezpieczeństwo

Zazwyczaj występuje w połączeniu z odpowiedzialnością. Bo skoro czujemy się odpowiedzialni za treść pisma, które podpisujemy własnym nazwiskiem, jeśli czujemy się odpowiedzialni za skutki decyzji, podjętych na podstawie naszych porad, to będziemy czynić wszystko, aby nasze działania, nasze porady, opierały się na jak najlepszej i aktualnej wiedzy.
Ale jak sprawdzić, czy dany prawnik jest właśnie taki mądry, wyuczony i odpowiedzialny?
Z zasady, takie zapewnienie ma dawać wpis na listę radców prawnych i na listę adwokatów.
System, szkoleń i egzaminów, przez które przechodzi osoba, zanim uzyska zgodę na posługiwanie się tytułem zawodowym radcy prawnego lub adwokata został właśnie po to wymyślony, aby na listę radców prawnych lub adwokatów wpisywane były tylko osoby spełniające ten warunek – wiedzy i odpowiedzialności.
Oczywiście zdarza się, ze system szkoleń i weryfikacji na aplikacji, jak każdy system – szwankuje. Bywa też i tak, ze osoba, która nie wykonuje zawodu radcy prawnego, czy adwokata, jest świetnym fachowcem w danej dziedzinie prawa i może rzeczywiście pomóc. Przekonać się jednak o tym można często dopiero w trakcie lub po fakcie..

I co dalej, jeśli coś źle poszło, a wybrany prawnik to nie był ten idealny? Co ja mówię – ten – dobry.?

Otóż jest różnica w zabezpieczeniu naszego interesu w zależności od tego, czy korzystaliśmy z pomocy adwokata lub radcy prawnego, czy też zapłaciliśmy osobie, która radcą lub adwokatem nie jest.

Po pierwsze – adwokatów i radców prawnych obowiązują nie tylko przepisy ustaw, czy rozporządzeń. Podlegają oni także precyzyjnym kodeksom etycznym i przepisom ustanawianym przez samorząd – odpowiednio – adwokacki lub radcowski. Podlegają także odpowiedzialności dyscyplinarnej i na niewłaściwie postępującego adwokata czy radcę prawnego można złożyć skargę do odpowiedniego samorządu. Zapewniam, że nikt z nas – radców/adwokatów nie spieszy się, by stać się bohaterem postępowania dyscyplinarnego.
Dodatkowo, każdy z wykonujących zawód adwokata/radcy prawnego jest ‘ubezpieczony na wysoką kwotę od odpowiedzialności cywilnej, co – w przypadku nieszczęścia zaistnienia szkody – ułatwia osobie poszkodowanej uzyskania należytego odszkodowania.
Zgłaszając się do osoby nie będącej radcą prawnym lub adwokatem zazwyczaj nie mamy tych dodatkowych zabezpieczeń.

Oczywiście zawsze możemy dochodzić swoich roszczeń przed sądem.

A już w następnym odcinku..
Porozmawiamy o pieniądzach, zachowaniu tajemnicy i poszukiwaniu tego właściwego.. :)

{ 14 komentarze }

radca prawny Monika OrłowskaRadca prawny, czy adwokat? To pytanie pojawiło się na „moim” twitterze, przy okazji świętowania Dnia Radcy Prawnego. Pytanie zadał młody adept naszego zawodu (którego pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę powodzenia:)). Kim „lepiej” zostać  radcą, czy adwokatem? Jakie są różnice?

W 140 znakach, jakie oferuje TT , trudno sprawę szerzej omówić. Ponadto Pytający z pewnością zna przepisy regulujące nasze oba zawody. Chodzi o praktykę. Jak to wygląda na co dzień?

Ja jestem w o tyle szczególnej sytuacji, że jestem i adwokatem i radcą prawnym. Jestem wpisana na obie listy. Listę radców prawnych, prowadzoną przy Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Kielcach i listę adwokatów, prowadzoną przez Izbę Adwokacką w Rzeszowie. Mam też obie togi:). I tę z zielonym żabotem (adwokacka) i tę z niebieskim żabotem (radcowska).

Czemu tak? Mówiąc szczerze – rozpoczynając działalność gospodarczą sama jeszcze nie wiedziałam która z form wykonywania zawodu będzie dla mnie odpowiednia. Miałam za sobą kilka lat pełnienia obowiązków prokuratora. Bardzo lubiłam siedzieć w aktach sprawy, do tej pory świetnie się czułam na sali sądowej, ale to wszystko dotyczyło jednak innej specyfiki pracy.

Prywatnie nie znałam ani żadnego radcy prawnego, ani adwokata. Znałam adwokatów z sali sądowej, gdy zwróciłam się do nich o listy polecające (pozytywna opinia jest jednym z wymogów) odpowiedzieli bardzo chętnie. Jednak o kulisach wykonywania zawodu jakoś nie miałam wtedy odwagi z nimi rozmawiać. Dlatego postanowiłam starać się o wpis na obie listy zawodowe i potem podjąć decyzję. Upraszczając. Praktyka jest taka, że ten, kto już jest wpisany na listę adwokatów, bądź radców prawnych, ze stosunkowo dużą łatwością może uzyskać wpis na listę „konkurencyjnego” samorządu. Wymogi ustawowe, które uprawniają do starania się o wpis na listę radców i na listę adwokatów są takie same,  a oba samorządy mają do siebie zaufanie i uznają, że skoro ktoś został pozytywnie zweryfikowany przez jedną grupę zawodową, to oznacza, że spełnia wysokie wymogi stawiane i radcom prawnym i adwokatom.

Tyle o wpisie i formalnościach. A wykonywanie zawodu? Zasada jet taka, że wykonywać można wyłącznie jeden z wymienionych zawodów na raz. I tytułować się można tylko jednym z tytułów zawodowych. To znaczy np. że na pieczątce, czy w stopce firmowego maila można mieć przy nazwisku tylko jeden tytuł. Albo radca prawny, albo adwokat. Każda z izb prowadzi też osobą listę dla osób wykonujących zawód i dla osób nie wykonujących zawodu. Decyzję o tym, na której z list chcemy się znaleźć, podejmujemy my i informujemy o tym samorząd.

Ja na przykład jestem radcą prawnym i adwokatem nie wykonującym zawodu. Taki był mój wybór.

Trochę żartuję, ale powoli zbliżamy się do sytuacji, że różnica w kolorze żabotu będzie tą jedyną, lub zasadniczą;). Na naszych zawodowych forach omawiane są wysokości składek, dyskutowane są ewentualne różnice w tym, jaki jest wkład samorządu zawodowego w ochronę jego członków.

Zakres uprawnień, obowiązków ,kompetencji radcy prawnego i adwokata jest teraz niemal identyczny. No, może radcom prawnym „wolno więcej”, ponieważ radca prawny ma dowolność przy wyborze formy zatrudnienia. adwokaci mają zakaz podejmowania zatrudnienia na podstawie umowy o pracę. Umowa zlecenie nie przeszkadza.

Jeśli chodzi o reprezentację i ochronę interesów klienta przed sądami i innymi instytucjami, to są takie same i dla radców prawnych i adwokatów.

Reprezentujemy w sprawach karnych, cywilnych, administracyjnych, gospodarczych – w każdej sprawie z którą zgłosi się do nas klient. Kiedyś radca prawny nie mógł być obrońcą w sprawach karnych, ale teraz i ta różnica znikła.

Zawód radcy prawnego istnieje 35 lat. Ja wpisana jestem na listę radców prawnych już 7 lat. Na listę adwokatów zostałam wpisana w 2011. Od czasu do czasu, z różnych stron pojawiają się głosy o próbach, bądź o sensowności ujednolicenia sytuacji i powrotu do jednego zawodu. Czy jednak do tego dojdzie, a jeśli tak, to kiedy i na jakich zasadach, tego nie wiadomo. Jak na razie i adwokaci i radcowie prawni funkcjonują odrębnie, a głosiciele wolnego rynku mogą podkreślać, że taka konkurencja służy dobru klienta.

 

{ 2 komentarze }

Dostaliście Państwo orzeczenie sądu, z którym się nie zgadzacie. Dostaliście pouczenie, że możecie złożyć apelację w terminie 14 dni.

Co robić??

Pierwsza rzecz, to zwróćcie się do sądu o sporządzenie i doręczenie uzasadnienia wyroku. Na ten wniosek macie 7 dni od publikacji, to znaczy od ogłoszenia wyroku. Możecie to zrobić od razu, zgłaszając wniosek ustnie do protokołu Możecie też ten wniosek napisać i albo zanieść do sądu i złożyć w biurze podawczym (koniecznie weźcie ze sobą kopię pisma, na którym ma zostać potwierdzona data wpływu pisma do sądu), albo wysłać pocztą – koniecznie listem poleconym.

Druga rzecz, to uzyskanie kserokopii (wykonuje je pracownik sądu, kosztują 1 zł za stronę, dla wielu osób są wygodniejsze do czytania) lub fotokopii akt sprawy (można je wykonać samodzielnie, nie płaci się za to w sądzie, ale trzeba je zrobić należycie – tak, aby można je było czytać w komputerze bez konieczności dodatkowego opracowywania).

O tym, jak sporządzić fotokopie pisałam tu i bardzo zachęcam do stosowania tych zasad.

7 zasad – jak przygotować fotokopie akt sprawy  

Uwaga, jeżeli złożycie wniosek o uzasadnienie i dopiero jakiś czas potem zwrócicie się o wgląd do akt sprawy i sporządzenie kserokopii/fotokopii akt, to może się okazać, że akta są w dyspozycji sędziego piszącego uzasadnienie i trzeba będzie czekać n możliwość uzyskania dostępu do nich. Dlatego zawsze zachęcam, by kopie akt sprawy gromadzić na bieżąco w toku procesu. Zwłaszcza, że protokół z rozprawy dobrze jest móc przeczytać i np zweryfikować ewentualne omyłki, czy inne nieprawidłowości.

Czy można zmienić treść protokołu? Jaki mamy wpływ na akta sprawy

Oczywiście sąd zapewne pouczył, że apelację może napisać tylko radca prawny lub adwokat. On także może złożyć wniosek o uzasadnienie wyroku. Pamiętajcie jednak, aby przyjść jak najszybciej po ogłoszeniu orzeczenia.

Szanowni, drodzy Państwo! Zdarza się, że przychodzicie do nas na kilka dni przed upływem 14-dniowego terminu. To mocno utrudnia pomoc prawną.

Czasem zdarza się i tak, że przychodzicie do kancelarii i oczekujecie, że na poczekaniu ocenimy, czy „sprawa jest do wygrania”, czy jest sens składać apelację. Oczywiście bywają różne powody pisania apelacji i odwoływania się do wyższej instancji..

Sprawy bywają różne. Nie powiem, że nie ma sytuacji, że po przeczytaniu treści sentencji wyroku i/lub uzasadnienia można już stwierdzić, że są lub nie ma podstaw do pisania środka odwoławczego, w tym wypadku apelacji. Oczywiście, że są. Czasem jednak potrzeba „wgryźć się” w sprawę, wnikliwie przeczytać całe akta sprawy, prześledzić orzecznictwo, myśleć nad sprawą dłuższy czas. Dopiero wtedy zacząć formułować zarzuty.

Proszę także pamiętać, że Sąd jest niezawisły i nie możemy gwarantować tego, czy podzieli nasze stanowisko. Nawet wtedy, gdy jesteśmy mocno przekonani do powołanych w apelacji argumentów.

I końcowo jeszcze raz pozwolę sobie przypomnieć o terminach. Zgłaszajcie się ze swoją sprawą jak najwcześniej. Tak, aby można było poświęcić jej jak najwięcej czasu.

Pozdrawiam serdecznie i  życzę powodzenia na sali sądowej:).

{ 0 komentarze }

akta-sprawy-4-wp_sad_akta_600 Dziś będzie bardzo krótko. Hasło – OSKARŻYCIEL POSIŁKOWY.

Jeżeli jesteś Pokrzywdzonym i jako pokrzywdzony otrzymujesz pouczenie, że możesz zgłosić się do sprawy jako oskarżyciel posiłkowy, to co to oznacza?

Pamiętacie Państwo prawa i obowiązki pokrzywdzonego w postępowaniu przygotowawczym, to znaczy wtedy, gdy sprawę prowadzi policja albo prokuratura? Pisałam o nich m.in. tu.

W skrócie – możemy składać wnioski dowodowe, uczestniczyć w przesłuchaniach, zadawać pytania.. tak, tak:), pisać zażalenia.. – jesteśmy STRONĄ.

Otóż, jeśli sprawa zakończy się tym, że policja/prokuratura napisze akt oskarżenia, a Państwo – pouczeni o tym, że możecie zostać oskarżycielem posiłkowym – nie zgłosicie do sądu, że chcecie tym oskarżycielem posiłkowym zostać, to przestajecie być stroną.

W sądzie, jako pokrzywdzony, wystąpicie jako świadek i usiądziecie na miejscu publiczności.

Nie będziecie mogli zadawać pytań oskarżonemu, nie będziecie mogli wnioskować o przeprowadzenie dowodów, które uznacie za konieczne,a prokurator nie wiadomo czemu ich nie zgłasza, nie będziecie mogli wnioskować o określoną  – Państwa zdaniem – np. jedynie słuszną karę (wyjątkiem jest wniosek o orzeczenie obowiązku naprawienia szkody lub zadośćuczynienie), no i przede wszystkim – nie będziecie się mogli odwołać od orzeczenia sądu. Oczywiście i tu są pewne wyjątki, np wyrok warunkowo umarzający postępowanie, ale co do zasady, jeśli się mamy zastanawiać, czy działać jako oskarżyciel posiłkowy, czy też nie – moim zdaniem – DZIAŁAĆ.

 

{ 5 komentarze }

W przekazie publicznym od dłuższego czasu nagłaśniana jest rzekoma konieczność rozszerzenia grupy osób uprawnionych do pomocy prawnej finansowanej z budżetu Państwa.

Jako przyczynę wskazuje się, że „zbyt mało” osób korzysta z punktów porad prawnych, „zbyt mało” osób tam przychodzi…

Przyznam, że mam wątpliwości, czy jest sens publikować ten mój wpis. Czy jest sens, to znaczy – czy może mieć on jakikolwiek wpływ na postawy i rozpowszechniane opinie?

Czy rzeczywiście podmioty głoszące potrzebę rozszerzenia grupy osób uprawnionych nie widzą, że przyczyna „niskiego” zainteresowania nieodpłatną* pomocą prawną, jest powszechny brak wiedzy o punktach udzielania tej pomocy?
Proszę uprzejmie przejrzeć choćby strony internetowe poszczególnych starostw powiatowych i policzyć jaki procent z nich publikuje aktualne i łatwo dostępne  (albo jakiekolwiek) informacje o punktach, tj. miejscach, gdzie taka pomoc jest udzielana.

Gdy w rozmowie telefonicznej zauważę, że dana osoba może skorzystać z nieodpłatnej pomocy prawnej – informuję ją o tym. W odpowiedzi słyszę ciszę, a następnie pytanie, które można sprowadzić do słów: „a gdzie to jest?„.

Ludzie zwyczajnie nie wiedzą. O punktach w moim powiecie – sandomierskim – wiem, bo jeszcze w ubiegłym roku informowała mnie o tym moja Izba Radców Pranych, a dodatkowo sprawdzałam na stronie mojej Izby Adwokackiej. Ale dzwonią osoby z różnych miejsc i różnych powiatów.. Kilka razy coś mnie tknęło i szukałam informacji o tych punktach na terenie różnych powiatów i powiem Wam – kiepska jest ta informacja na oficjalnych stronach internetowych odpowiednich urzędów. Dla precyzji muszę dodać, że gdy dzwoniłam np. na centralę, to panie telefonistki informowały o miejscu udzielania porad, ale tylko wtedy, jeżeli punkt znajdował się w tym danym urzędzie. O innych miejscach, innych gminach – po prostu nie wiedziały. Ale też – nie miały przecież takiego obowiązku.

Kto zatem poczuwa się do tego obowiązku?

Pamiętam, jak poruszyła mnie zapowiedź że na promocje i edukację o nieodpłatnej pomocy prawnej ma zostać przeznaczona identyczna kwota, jak na samą usługę udzielania pomocy prawnej. Czy tak est nadal? Rzecz do sprawdzenia. Przyznam, że nie śledzę tego. Jaki jest jednak powód braku upubliczniania na oficjalnych internetowych stronach starostw powiatowych wykazu miejsc i godzin funkcjonowania tych punktów? Braku przypominania jaki jest zakres tej  pomocy i kto może z niej skorzystać?

Dlaczego te same media, które nawołują do rozszerzenia grupy osób uprawnionych, nie wysilą się na przygotowanie wykazu i rozpowszechnienie wiedzy o działających punktach?

*
tzw. „nieodpłatna” pomoc prawna, to znaczy pomoc prawna, udzielona w zakresie i na zasadach, określonych w ustawie o nieodpłatnej pomocy prawnej oraz edukacji prawnej, (Dz.U. z 2015 r. poz. 1255, ze zm.). Przez wielu nazywana jest bezpłatną pomocą prawną, a moim zdaniem takie nazewnictwo nie jest właściwe, ale cóż – juz dosyć mocno się upowszechniło..

 

Uwaga, uwaga: Dodatek specjalny

1. komu przysługuje nieodpłatna pomoc prawna:

1) wszystkim – bez względu na ich zarobki i stan majątkowy – którzy:
– nie ukończyli 26 lat,
– ukończyli 65 lat
– są w ciąży
– mają Kartę Dużej Rodziny
– są kombatantami,
– są ofiarami represji wojennych i okresu powojennego,
– są weteranami,
– są weteranami poszkodowanymi,
– w wyniku wystąpienia klęski żywiołowej, katastrofy naturalnej lub awarii technicznej znalazły się w sytuacji zagrożenia lub poniosły straty.

2) a także osobom, którym w ciągu ostatnich 12 miesięcy zostało przyznane świadczenie z pomocy społecznej (i w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie odebrano go..).

2. jaki jest zakres usług, udzielanych w ramach systemu nieodpłatnej pomocy prawnej?Nieodpłatna pomoc prawna obejmuje:

1) poinformowanie o obowiązującym stanie prawnym, o przysługujących uprawnieniach lub o spoczywających na w/w uprawnionym obowiązkach

2) wskazanie osobie uprawnionej sposobu rozwiązania jej problemu prawnego,

3) udzielenie pomocy w sporządzeniu projektu pisma, z wyłączeniem pism procesowych w toczącym się postępowaniu przygotowawczym lub sądowym i pism w toczącym się postępowaniu sądowoadministracyjnym,

4) sporządzenie projektu pisma o zwolnienie od kosztów sądowych lub ustanowienie pełnomocnika z urzędu w postępowaniu sądowym lub ustanowienie adwokata, radcy prawnego, doradcy podatkowego lub rzecznika patentowego w postępowaniu sądowoadministracyjnym.
:

{ 1 komentarz }